ROZDZIAŁ I
„Kiedy się czuje pociąg fizyczny, nieczystą namiętność fizycznych kształtów, to nie jest miłość. Miłość jest pożądaniem czyjejś duszy.”Stanisław Dygat
Zayn
Obudził mnie dźwięk telefonu. Otworzyłem zaspane oczy rozglądając się po pokoju. Obok siebie zauważyłem wtuloną w mój bok ciemnowłosą dziewczynę. Pokręciłem głową próbując przypomnieć sobie wczorajszy wieczór, gdy telefon znów zadzwonił. Na wyświetlaczu widniał napis "Trisha". Nie mając specjalnie ochoty na kolejną rozmowę o uczuciach z matką wyciszyłem go wrzucając do przewieszonych przez fotel jeansów. Naciągnąłem na siebie biały t-shirt po czym wciągnąłem spodnie i gotowy do wyjścia złapałem za klamkę.- Wybierasz się gdzieś? - Spytał lekko ochrypły, dziewczęcy głos. Odwróciłem się na pięcie wlepiając wzrok w roznegliżowana nastolatkę przeciągającą się na łóżku. Nawet po pijaku mam niezły gust. Szczupła lekko, chyba naturalnie opalona z cudownym uśmiechem. Można się zakochać, albo.. no właśnie zrobić to co ja i się zmyć. Obróciłem się z powrotem znów próbując otworzyć drzwi. - Zadałam Ci pytanie Zayn. - Warknęła jakby zdenerwowana. Parsknąłem śmiechem po czym nie mając ochoty na dłuższe ciągnięcie tej scenki zostawiłem ją samą. Założyłem trampki i bluzę już po chwili znajdując się na ulicy. Zarzuciłem na głowę kaptur wyciągając z kieszeni paczkę papierosów. Włożyłem jednego do ust szukając zapalniczki. Gdy zorientowałem się, że zostawiłem ją u dziewczyny zdenerwowany tym faktem schowałem papierosa i wsunąłem dłonie do kieszeni wyczuwając kolejną falę wibracji. "Nie odbiorę, nie licz na to." pomyślałem nawet nie sprawdzając kto to. Od kiedy pamiętam matka próbuje wtrącić się, a raczej zawładnąć moim życiem na tyle abym spokojnie mógł spiknąć się z córką którejś z jej koleżanek. Jeszcze tego brakowało. Machnąłem ręką na taksówkę. Gdy się zatrzymała wsunąłem się na tylne siedzenie, a do uszu dotarł mi początkowy dźwięk "What Makes You Beautiful".
- Mógłby pan wyłączyć? - Poprosiłem, a kierowca skinął głową przełączając na inną stacje. Od kiedy Marly powiedziała, że to jej ulubiona piosenka każdy najcichszy jej dźwięk sprawia cholerny ból. A ja mam już dość bólu. Przetarłem rękawem lekko zaparowaną szybę przyglądając się przechodnią. Kilka starszych pań spacerujących po zakupy nie było specjalnie upragnionym obiektem do oglądania, ale czego innego można spodziewać się o dziewiątej nad ranem? Gdy samochód stanął, zapłaciłem i wychodząc oberwałem kilkoma ciepłymi kropelkami deszczu prosto w twarz. Londyn potrafi zaskakiwać. Wbiegłem do wieżowca zastając to czego nie przewidziałem. Moja matka siedząca na jednej z krwistoczerwonych kanap wpatrywała się we mnie jakbym wybił jej najbliższą rodzinę.
- Zayn Javadd Rogan Josh Malik, raczył się pojawić! - Syknęła przez zaciśnięte zęby. To już trzeci raz gdy zwraca się do mnie wszystkimi imionami, więc albo jest na mnie naprawdę zła, albo ma jakiś plan który najprawdopodobniej mi się nie spodoba. - Ściągnij ten kaptur. Jak ty wyglądasz! - Podeszła bliżej po czym śliniąc palec starła resztki szminki wczorajszej dziewczyny, przynajmniej tak mi się wydaje. Zrobiłem krok w tył dając znak, że nie bawi mnie to co robi i nie interesuje to co planuje, a ona tylko uśmiechnęła się biorąc mnie za rękę i ruszając w stronę windy. Wcisnęła odpowiedni guzik i ruszyliśmy na siódme piętro. Drzwi od mojego i Davida mieszkania były otwarte, a z wnętrza dochodziły dziwne odgłosy świadczące o obecności Harry'ego. Pchnąłem drzwi przepuszczając w nich rodzicielkę po czym zabrałem od niej kurtkę wieszając na jednym z wieszaków.
- Co tu się dzieje? - Spytałem widząc turlającego się po środku pokoju lokatego. On i David to chyba najbardziej dziecinne osoby w całym moim otoczeniu. - Który tym razem robi za coś w rodzaju księżniczki?
- Wybacz Zayn, tym razem Styles objął tę role. - Spojrzał na mnie przepraszająco blondyn po czym wybuchnął śmiechem i wrócił do przepychanki. Machnąłem ręką i wyciągnąłem papierosa znów wkładając go do ust i odpaliłem go leżącą na stoliku zapalniczką. Matka obdarowała mnie morderczym spojrzeniem siadając na krześle.
- Ile razy mam Ci powtarzać abyś to rzucił? - Spytała srogim tonem.
- Aż do ciebie dotrze, że mam to gdzieś. - Rzuciłem. Włączyłem czajnik wyciągając w tym czasie dwa kubki. - Kawa czy herbata?
- Herbata. - Odpowiedziała po czym złożyła ręce wpatrując się w swoje palce. - Mogę Cię o coś prosić?
- Jasne, o herbatę.
- Zayn!
- Słucham?
- Nie mów słucham bo cię.. - Zaczął Harry, ale dostając zgrabnego ciosa w nos od blondyna upadł na ziemię zamykając się. Machnąłem ręką na podziękowanie po czym wróciłem wzrokiem na rodzicielkę. Dobrze wiem co ta kobieta kombinuje, ale za żadne w świecie skarby nie dam się w to wkręcić. Gdy czajnik zaczął dzwonić zalałem dwa kubki wciąż zaciągając się trzymanym w ustach papierosem.
- Więc mogę Cię o coś prosić?
- Zależy o co..
- Moja koleżanka..
- Nie. - Przerwałem jej gasząc peta.
- Ale ona ci się spodoba!
- Nie, nie i jeszcze raz nie! - Krzyknąłem po czym upiłem kilka łyków kawy próbując się uspokoić. Trisha spojrzała na mnie zdziwiona, a jej oczy powoli nabierały czerwonego koloru. - Masz zamiar ryczeć bo nie chce umówić się z córką twojej koleżanki? - Spytałem ironicznie gdy jedna łza spłynęła po jej policzku. Kobieta pokręciła głową podnosząc się z miejsca.
- Lepiej już pójdę. - Odpowiedziała lekko drżącym tonem ruszając do wyjścia.
- O której mam być?
- 15 - Uśmiechnęła się i zniknęła za drzwiami. Nienawidzę tego. Złapałem za kubek i rozsiadłem się wygodnie na fotelu wpatrując się w tę idiotyczną dwójkę. David jest synem naszego menedżera, chociaż nigdy tego przeuroczego blondyna bym o to nie posądził.W przeciwieństwie do dość srogiego ojca, chłopak był jednym z nas. Ciągle uśmiechniętym, skorym do zabaw dzieciakiem z marzeniami. Trochę innymi niż nasze bo planuje być gitarzystą, ale muzyka to muzyka. Najpierw przyjaźnił się ze mną. Najbardziej, ze mną dlatego postanowiliśmy zamieszkać wspólnie. Mieszkanie w pojedynkę wcale nie jest tak przyjemne, jak może się zdawać. Historia z Harrym zaczęła się dopiero gdy Louis zaczął coraz więcej czasu poświęcać swojej dziewczynie, nie zważając na uczucia przyjaciela który przylgnął do Davida i tak zostało. Owszem, na początku byłem dość poważnie zazdrosny o to co ich łączy jednak widząc jak się rozumieją nie miałem serca tego niszczyć. Uśmiechnąłem się pod nosem do machającego z kąta pokoju lokatego, dopiero po chwili zauważając jego zakrwawiony noc. Jako jedyny starający się być odpowiedzialnym ruszyłem do łazienki po apteczkę. Może kierowała mną przyjaźń, może niechęć do zakrwawionej wykładziny, tego nie wiem. W drodze usłyszałem płacz, cichy bardzo dziewczęcy płacz dochodzący zza frontowych drzwi. Otworzyłem je a przed drzwiami mknęła mi kobieca postać. W klatce piersiowej poczułem impuls mówiący mi, że to Marly, ale nie mogłem za nią iść. Nie mogłem tego sprawdzić. Nie mogłem się ruszyć w jej stronę. Nie i koniec. Wróciłem do mieszkania, a zza pleców wyskoczył mi lokaty.
- Masz ten plaster? - Zapytał uśmiechnięty. Mimo faktu, że nos musiał boleć nieznośnie ten jego popisowy pokaz śnieżnobiałych zębów nie zniknął z twarzy. A może to zwykły trwały uraz szczęki. Wyciągnąłem apteczkę i doprowadziłem twarz Styles'a do porządku. Ilość wypadków jakie spowodował wraz z Davidem, powoli szlifują mnie w roli pielęgniarza. Więc jeśli nie wyjdzie z muzyką.. to kto wie. Gdy ci dwaj znów zniknęli w głębi mieszkania spojrzałem na zegarek. Już trzynasta, przydałoby przygotować się do "upragnionej" randki w ciemno. W pokoju znalazłem ciemne jeansy, biały podkoszulek i szary sweter. Powinno pasować. Wróciłem do łazienki kładąc ciuchy na koszu. Odkręciłem ciepłą wodę i wszedłem pod prysznic. Ciepłe kropelki wody spływające wzdłuż ciała są naprawdę najprzyjemniejszym uczuciem jakiego doznać może samotny człowiek. No, nie licząc przygodowego seksu. Dokładnie umyty wytarłem się, założyłem wszystko co było przygotowane wraz z bielizną i pokropiłem się wodą kolońską. Jeśli dziewczyna będzie tak ładna jak zapowiadała rodzicielka, powinienem przynajmniej mieć udaną noc. Uśmiechnięty i gotowy porwałem z wieszaka czarną skórę i ruszyłem do samochodu. Przed budynkiem stało kilka fanek, jak codziennie w tych godzinach, więc nie chcąc tracić czasu ruszyłem tylnym wyjściem. Trisha mieszka dość daleko, dlatego spokojnie rozsiadłem się, włączyłem radio i powolnym tempem pojechałem w stronę rodzinnego domu. Drzwi otworzyła moja matka, przyszykowana jakby to ona miała być głównym obiektem dzisiejszego spotkania.
- Wiedziała, że mam przystojnego syna, ale, że aż tak! - Powiedziała na tyle głośno, żeby siedzące w salonie panie wszystko dokładnie usłyszały. Świetna reklama mamo. Uśmiechnąłem się sztucznie i pocałowałem mamę w czoło mijając w drodze do pokoju. Gdy zauważyłem kto stoi w drzwiach przetarłem oczy, po czym skierowałem je ku górze z pytaniem "dobrze się tam bawisz?". Przede mną stała ciemnowłosa dziewczyna, dość wysoka lekko opalona z chyba idealnym ciałem wyglądającym strasznie ponętnie w czarnej, krótkiej, przyległej sukience podkreślającej każdy jej atut. Był tylko jeden mały problem, to dokładnie ta sama dziewczyna którą zostawiłem rano samą sobie. Ciemnowłosa otworzyła oczy szerzej na mój widok, z pewnością nie z zachwytu, jednak po chwili uśmiechnęła się jak gdyby nigdy nic podając mi dłoń.
- Bianca. - Przedstawiła się, a raczej syknęła przez zaciśnięte zęby prawdopodobnie starając się mnie nie zabić.
- Zayn. - Odpowiedziałem po czym grając dalej, że widzimy się po raz pierwszy ruchem ręki naprowadziłem ją do jadalni. Cała obiado-kolacja przebiegła całkiem spokojnie, zaczęło się dziać dopiero gdy moja najukochańsza na całym świecie i jedyna w swoim rodzaju matka zaproponowała nocleg, który z resztą z wielkim entuzjazmem przyjęły. Ja nie byłem tak szczęśliwy, bo wypijając kilka kieliszków wódki (bez której bym tego nie przeżył) mój samodzielny powrót do mieszkania został przekreślony, mogłem więc wybrać się do swojej sypialni i czekać aż ciemnowłosa zabije mnie we śnie, albo zadzwonić do przyjaciela. Zdecydowanie korzystniejszą opcją była ta z numerem dwa. więc nie tracąc czasu wysłałem sms'a do jednego z kumpli. Początkowo byłem pewny, że to Nialler jednak gdy z czarnego samochodu wyłoniła się szczupła dziewczyna zrozumiałem swój błąd.
- Miałam Cię już więcej nie wyciągać z kłopotów, pamiętasz? - Powiedziała z wyrzutem otwierając przede mną drzwiczki jakbym sam nie był w stanie tego zrobić.
- Nikt Ci nie kazał przyjeżdżać. - Wycedziłem przez zęby wsuwając się na miejsce pasażera. Marly zaśmiała się melodyjnie przekręcając kluczyk w stacyjce.
- Owszem Zayn, Ty mi kazałeś pisząc tego durnego sms'a. - Zakończyła dialog. Przez kolejny kawałek drogi wpatrywałem się w jej profil. Prawie nic się nie zmieniła, mimo tego, że jej twarz lekko się zaokrągliła co dodawało jej jeszcze więcej uroku była wciąż taka sama, co z resztą nie jest dziwne po kilku tygodniach. Uśmiechnęła się lekko nie spuszczając oczu z drogi.
- Mógłbyś przestać?
- Speszona?
- Zirytowana.
- Kłamiesz.
- Igrasz z ogniem.
- Uroczo się czerwienisz.
- Uroczo wypadając Ci zęby.
- Skąd wiesz?
- Podejrzewam, może chcesz spróbować?
- Co taka nabuzowana?
- Co taki arogancki? - Syknęła, a ja nie wiedziałem co już odpowiedzieć. Sam nie wiem czy moją dociekliwością kierowała zazdrość czy zwykły narcyzm, dlatego wolałem zostawić to bez komentarza. Wlepiłem wzrok w szybę i przyglądałem się ciemnym ulicą. Już nie umiem z nią rozmawiać, nie tak jak dawniej, ale może to i lepiej? Wyrzuciła mnie pod mieszkaniem bez pożegnania, była zła. Bardzo zła, tylko nie wiem dlaczego. Może jak zwykle powiedziałem o jedno słowo za dużo, urażając jej dumę. Świetnie Zayn. Pociągnąłem za klamkę wchodząc od pustego mieszkania. Chłopcy pewnie są jeszcze na kolacji i bawią się w najlepsze beze mnie, jak to mieli ostatnio w zwyczaju. Gdy zrzuciłem z siebie skórę, mój telefon dwa razy zabrzęczał na znak o otrzymanej wiadomości. Pierwsza, ku mojemu zdziwieniu pochodziła od Marly z treścią "dobranoc Zain.". Niby nienawidzę tego jak ludzie piszą do mnie Zain, jednak gdy robi to ona, znaki nie mają większego znaczenia. Drugi sms pochodził od Trish, i był dość szokującym pytaniem. W końcu dwa słowa "Jesteś gejem?" potrafią człowieka trochę zaskoczyć. Nie odpisałem na żadną wiadomość. Nie rozumiem kobiet. Nie wiem o co chodzi. Jedyne co jest pewne to fakt, że cholernie chce mi się spać. Szkoda tylko, że łóżko jest puste. Ściągnąłem wszystko co zdatne było do ściągnięcia i w bokserkach ułożyłem się na zimnej pościeli. Przesunąłem się na bok wtulając się w jedną poduszkę jak dziecko. Gdy tylko zamknąłem oczy przed nimi ukazał mi się obraz. Uśmiechnięta od ucha do ucha dziewczynę rozłożoną jeszcze kiedyś na tej poduszce. Jej kasztanowe włosy rozrzucone na wszystkie strony. Delikatne dłonie bawiące się moimi włosami, i śmiech. Cudowny strasznie porażający śmiech który nie dawał o sobie zapomnieć. Właśnie dlatego tak bardzo nie lubię spać sam. Nienawidzę siebie za to, że nie ma jej przy mnie, że nie słyszę głupich żartów ze stron chłopaków o "pani Malik" i o naszej przyszłości. Dobrze mi z nią było. Lepiej niż dobrze, ale oczywiście Zayn'ie Javadd'ie Rogan'ie Josh'u Malik'u musiałeś coś spierdolić. Musiałeś, tylko kiedy, jak i gdzie wie tylko i wyłącznie ta dziewczyna. Dziewczyna którą kocham. Tak, to jest miłość. Chujowe uczucie. Otworzyłem lekko zaszklone oczy, zapowiadające strumień łez ślepo wpatrując się w sufit.
- Gdzie jesteś Marly Stonem i dlaczego nie leżysz obok mnie? - Szepnąłem po czym znów zamknąłem oczy w odpowiedzi słysząc po raz kolejny ten melodyjny śmiech..
_
to opowiadanie będzie pisane właśnie w taki sposób. w każdym rozdziale jest opisany jeden dzień jednego z trzech głównych bohaterów. w kolejnym rozdziale Niall, liczę na opinię.
świetny rozdział!
OdpowiedzUsuńJuż nie mogę doczekać się następnego ;>
zapraszam do siebie:
http://livingdreamwith1d.blogspot.com/
o Boże, nawet nie wiesz jak się ciesze z tego rozdziału , mi się bardzo podoba i już czekam na następny :) mam nadzieje że nie będziesz mnie męczyć i szybko dodasz następny .
OdpowiedzUsuńO matulu nawet nie wiesz jak się ciesze z tego rozdziału . Mam wielką nadzieje , że nie będziesz mnie/nas długo męczyć i szybko dodasz następny rozdział . Mi się BARDZO ale to BARDZO podoba :)
OdpowiedzUsuńKiedy następny?
OdpowiedzUsuńNie mogę się już doczekać:D
Jestem. Zachwy. Cona. Przepiękne, przepiękne, przepiękne, uwielbiam pełne imię i nazwisko Zayna, ahaha. I ta rozmowa w samochodzieee... genialna. Pewnie liczysz, na jakiś ŁAŁ komentarz z mojej strony, ale teraz naprawdę jestem tak zachwycona, że nic więcej nie potrafię napisać. KOCHAM.
OdpowiedzUsuńO matulu nawet nie wiesz jak się ciesze z tego rozdziału . Mam wielką nadzieje , że nie będziesz mnie/nas długo męczyć i szybko dodasz następny rozdział . Mi się BARDZO ale to BARDZO podoba :)
OdpowiedzUsuńsuper niesamowity rozdzial :D czekam na kolejny!
OdpowiedzUsuńtrwały uraz szczęki i leżę :))
OdpowiedzUsuńświetnie piszesz. bardzo mi się podoba.
nie ma ani jednego zbędnego słowa. wszystko jest wyważone i tyle ile ma być. jak ja bym tak chciała pisać. oczywiście będę cię śledzić dalej. czekam na Louisa. :))
zakochałam się w tym! :o naprawdę, dziewczyno! pokłony :)
OdpowiedzUsuńdziewczyno zakochałam sie! genialne x
OdpowiedzUsuńAww .. Dopiero Dzisiaj Zaczęłam Czytać Tego Bloga ..
OdpowiedzUsuńSzczerze Mówiąc , To Jest Twój Kolejny Świetny Blog .. Coś Czuję , Że Będzie Jednym Z Moich Ulubionych ..
Ten Rozdział Jest Boski ..
Wszystkie Trzy Prologi Też Były Świetne .. < 3o
Nie Mogę Się Doczekać Kolejnych Rozdziałów . < 3o
Wow, wow, wow ! :D Cuuudowne ! :p Hahah, Bianca znowu ? No to Zayn ma farta :D Ahh, ze tez napisal do Marly xd To naprawde byl swietny rozdzial i nie moge sie doczekac kolejnego ! xx
OdpowiedzUsuń