wtorek, 6 marca 2012

003.

"Cisza przyjacielu, rozdziela bardziej niż przestrzeń. Cisza przyjacielu nie przynosi słów, cisza zabija nawet myśli."— Halina Poświatowska
Louis.
- Nie podoba mi się to. - Mruknęła półnaga dziewczyna wprost do mojego ucha. Jedną ręką próbowała właśnie dobrać się do moich bokserek drugą zaś odpinała ostatnie guziki jeansowej koszuli. Niechętnie odsunąłem ją od siebie siadając na krawędzi łóżka. Alison nie dała za wygraną wtulając się w moje plecy ustami muskając moją szyję. - Nie możesz mnie zostawić. - Dodała zsuwając z moich ramion koszulę która gdy tylko znów stanąłem na nogach wylądowała na swoim miejscu.
- To nasza szansa. Nie pozwolę im tego zmarnować. - Wytłumaczyłem jej wbijając wzrok w widoki za oknem. Poranne Londyńskie słońce dawało z siebie wszystko rozświetlając resztki nocnego mroku. Mimo faktu, że nigdy specjalnie nie przepadałem za tak wczesnym wstawaniem, dla tak cudownego wzroku warto się poświęcić.
- Dopiero się zaręczyliśmy.. - Usłyszałem z drugiego końca pokoju. Odwróciłem głowę zauważając jak dziewczyna wciąga na siebie ciemne dżinsy. - Chcesz to zniszczyć? - Powiedziała wprawiając mnie w osłupienie. Nigdy nie myślałem, że będę musiał decydować między miłością mojego życia a spełniającym się marzeniem.
- Naprawdę myślisz, że chcę zniszczyć to co między nami jest? - Spytałem z niedowierzaniem opierając się plecami o ścianę i bacznie przyglądając się jej idealnemu ciału. Dziewczyna odwróciła twarz w moją stronę kręcąc przecząco głową. Mój wzrok jednak zgarnęła pojedyncza łza spływająca wzdłuż jej bladego policzka. Przestraszony, że zrobiłem coś nie tak podszedłem obejmując ją w tali, tak by spokojnie mogła wtulić się w mój tors. Zaciągnąłem się mocniej powietrzem czując przyjemny zapach jabłkowego szamponu podkradanego współlokatorowi. Przejechałem wzdłuż jej włosów odgarniając kilka by spokojnie móc przyjrzeć się jej idealnym rysom twarzy. Jedyne co tu nie pasowało to czerwone obramowania załzawionych oczu.
- Kochasz mnie Louis? - Szepnęła niepewnie przytulając się do mnie nieco mocniej, przy okazji wbijając mi pomalowane paznokcie w plecy. - Proszę powiedz, że wciąż mnie kochasz.
- Oczywiście, że tak. - Zapewniłem ją składając czuły pocałunek na czole. - I nigdy nie przestanę.
- A możesz obiecać, że niezależnie od tego co wypłynie teraz z moich ust, wciąż będziesz mnie kochał? - Spytała podnosząc wzrok na moje zielone tęczówki. Przytaknąłem tylko, a ona spokojnie pociągnęła mnie w stronę kanapy. Gdy opowiadała mi o wszystkim jej głos drżał od niepewności przemieszanej z przerażeniem wprawiając mnie w większe osłupienie niż sam wypowiadany teks. Przytuliłem ją do siebie zapewniając, że zawsze będę przy niej po czym zostałem sam wsuwając się głębiej w fotel, gdy ona ruszyła do pracy. Oparłem łokcie na kolanach wlepiając wzrok w podłogę. Nic nie gra. Nic nie jest tak jak powinno. Wszystko pierdoli się niczym jebane domino. Próbując o tym nie myśleć podniosłem się z miejsca ruszając do dobrze znanego mi pokoju. Uchyliłem lekko drzwi zauważając nagiego chłopaka leżącego na brzuchu pośród rozrzuconej pościeli. "Niechluj." Uśmiechnąłem się do siebie wchodząc do środka. Jako, że nie przyszedłem by obserwować jego pośladki otwartą dłonią uderzyłem go w jeden z nich powodując krzyk i kilka niekulturalnych słów skierowanych w moją stronę. Zaśmiałem się w odpowiedzi i usiadłem obok niego.
- Czego chcesz? - Warknął ochrypłym głosem obracając się na plecy przy okazji ukazując się w całej swojej okazałości.
- Musimy pogadać.
- Teraz zachciało ci się ze mną gadać?
- Zawsze z tobą gadam.
- Kiedy ostatnio? - Spytał a ja zamilkłem na chwilę próbując sobie przypomnieć. To niesamowite, jak szybko czas płynie w towarzystwie Alison i jak szybko Harry zniknął z mojego pola widzenia na tyle, abym nie zamienił z nim nawet kilku słów. - No właśnie, przychodzisz tylko gdy masz problem. - Powiedział po dość długiej ciszy.
- Jeśli nie chcesz nie musimy rozmawiać.
- Ja nie chcę?! Louis, latam do ciebie codziennie, a Alison po prostu mnie spławia. Mam dość upominania się o naszą przyjaźń!
- Wciąż jesteśmy przyjaciółmi.
- Gówno prawda. - Warknął podnosząc się z łóżka i ruszając w kierunku szafy.
- Nie chcesz się przyjaźnić, tak?
- Nazywasz to przyjaźnią? Lou, nie utrzymujemy ze sobą kontaktu mimo tego, że mieszkamy razem.
- Jestem zakochany, powinieneś to uszanować.
- Szanuję, dlatego staram się nie wpadać w twoje życie z moimi problemami.
- To idiotyczne. Jeśli tylko chcesz porozmawiać zawsze..
- Nie kłam. Nigdy cię dla mnie nie ma. Od jakiegoś czasu liczy się tylko i wyłącznie Alison.
- To moja narzeczona.
- Wiem, wiem też o wszystkim co między wami się stało. A ty co wiesz o moim życiu przyjacielu? Zmieniło się u mnie dość dużo, o czym wiesz? - Spytał stając nade mną z zaczerwienionymi od złości policzkami. Nie widziałem go nigdy w takim stanie. No może raz jak pokłócił się z Zayn'em, jednak w stosunku do mnie nigdy się tak nie zachowywał. Podniosłem się z miejsca wpatrując się w jego zielone tęczówki. Miał racje. Zmienił się. Cholernie się zmienił a ja nawet nie zauważyłem kiedy. I chyba to bolało najbardziej. Odsunąłem się ruszając w kierunku drzwi gdy chłopak złapał mnie za ramię przyciągając z powrotem na miejsce.
- Odechciało ci się rozmów? - Spytał nieprzyjemnym tonem krzyżując dłonie.
- Naprawdę chcesz teraz gadać?
- Nigdy nie jest za późno.
- Nie jadę w trasę. - Powiedziałem spuszczając wzrok na panele podłogowe. Czułem jak Harry wbija we mnie swoje niedowierzające spojrzenie czekając, aż powiem, że żartuje jednak tak się nie stało.
- Że coś ty kurwa powiedział? - Spytał przerywając ciszę.
- Nie jadę z wami w trasę.
- Louis! Cholera jasna to nasza szansa chcesz to zniszczyć tak?
- O niczym innym nie marzę. - Syknąłem kręcąc głową. - Nie chcę nic niszczyć. Musiałem wybrać między ważnym a ważniejszym.
- I tym ważniejszym okazała się niech zgadnę Alison?
- Można tak powiedzieć.
- Louis.. - Usiadł z powrotem na łóżko łapiąc głowę w dłonie. - Nie możesz zaprzepaścić tego na co pracowaliśmy przez cały ten rok.
- Pojedziecie beze mnie. Nic się nie stanie.
- Nic się nie stanie?! Człowieku, bez ciebie zespół przestanie istnieć.
- Zayn, Liam, Ty i Niall. Wasza czwórka da sobie radę.
- Czwórka. No właśnie Louis czwórka, a o ile się nie mylę One Direction składa się z pięciu osób.
- Znajdziecie kogoś na moje miejsce.
- Wyjdź. - Rozkazał pokazując dłonią drzwi. - Wyjdź! - Warknął gdy nie ruszyłem się z miejsca. Nie chcąc go jednak denerwować jeszcze bardziej po prostu zamknąłem za sobą drzwi. Założyłem buty i wcisnąłem dłonie do kieszeni spodni. Może któryś z reszty okaże się bardziej dojrzały niż lokaty. W końcu to jeszcze dziecko które nie rozumie tego, że mam własne życie które nie kręci się w okół zespołu. Kilka kroków dalej zatrzymałem się pod kolejnymi drzwiami. Dwa stanowcze puknięcia wywołały jego właściciela witającego mnie szczerym uśmiechem.
- Louis! Nie spodziewałem się ciebie o tej porze. Liam jeszcze śpi. - Powiedział wpuszczając mnie do środka. Zaspane oczy i porozrzucane blond włosy świadczyły o tym, że dopiero wstał.
- Muszę ci coś powiedzieć. I mam nadzieję, że przekażesz to ode mnie reszcie. Mogę na ciebie liczyć? - Spytałem siadając na kuchennym krześle. Niall spojrzał na mnie prawdopodobnie nic nie rozumiejąc po czym skinął głową zgadzając się. -  Nie myśl, że to co teraz powiem było łatwą decyzją, ale niestety muszę pożegnać się z zespołem. To nastąpiło tak szybko i gdyby nie trasa z pewnością wciąż grałbym z wami, jednak pół roku to zbyt długo żebym mógł od tak wszystko zostawić. Dużo rzeczy dziś się zmieniło i nie mam innego wyboru niż pożegnać się z jednymi marzeniami na rzecz drugich. - Powiedziałem, a raczej szepnąłem wpatrując się w blat po którym teraz zacząłem robić nerwowe kółka palcem. Bałem się reakcji blondyna, tak samo jak obawiałem się słów najlepszego przyjaciela.
- Lepiej żeby cię tu nie było gdy Liam wstanie. - Powiedział surowym tonem Niall po czym zniknął za drzwiami sypialni. Wiedząc, że rozmowa, a raczej mój monolog się już skończył podniosłem się z miejsca wracając do swojego pokoju. Harry gdzieś zniknął. Prawdopodobnie żali się teraz Davidowi jakim to złym przyjacielem się okazałem i jak wielki błąd popełnił ufając mi. Mówi się trudno. Złapałem za stojącą w szafie walizkę i zacząłem wrzucać do niej wszystkie należące do mnie rzeczy, gdy spakowałem je zrobiłem dokładnie to samo z ubraniami mojej narzeczonej po czym wpakowałem bagaże do samochodu. Wsiadłem na miejsce kierowcy i spokojnie odpaliłem silnik ruszając do rodzinnego domu. Potrzebowałem pomocy rodzicielki. Skoro musiałem zmienić się z roli dziecka na rolę ojca, powinienem z nią o tym porozmawiać. W końcu ona wie wszystko lepiej niż ja. Po niespełna trzech godzinach podróży stanąłem pod niedużym domem, bez jakiegokolwiek ogrodzenia. Wysiadłem wchodząc do środka. Ruszyłem w kierunku kuchni zastając krzątającą się po niej matkę.
- Tęskniłem. - Szepnąłem opierając się ramieniem o futrynę. Na dźwięk mojego głosu mama mało nie dostała zawału, po chwili dopiero odwróciła się rzucając mi się na szyję.
- Louis! - Krzyknęła całując mnie w policzek i mało nie wylewając z siebie strumienia łez. - Co cię sprowadza? - Spytała wycierając tylko jedną słoną kroplę spływającą wzdłuż jej bladego policzka.
- Potrzebuje pomocy. - Uśmiechnąłem się niedbale po czym wskazałem dłonią na walizki. Mama tylko zaśmiała się po czym zaoferowała mój stary pokój obiecując, że Lottie, ani reszta nie będą nam przeszkadzać. Ruszyłem na górę zabierając ze sobą bagaże. Położyłem się na dobrze znane mi łóżko i wyciągnąłem z kieszeni telefon wibrujący mi od wyjazdu z Londynu. Tylko 30 połączeń nieodebranych i 21 sms od chłopaków z którymi mimo faktu, że chciałem nie mogłem porozmawiać. Wybrałem numer do Alison tłumacząc wszystko i oferując przyjazd po nią na sesję. Odpisała jednak krótko i zwięźle "Śpię u Sophie." wprowadzając mnie w osłupienie. Pokłóciłem się z przyjaciółmi, wyprowadziłem z mieszkania, a noc spędzę sam. "Świetnie Louis'ie Tomlinson'ie. Ten dzień należy do chyba najlepszych w twoim życiu." Pomyślałem przykrywając się kołdrą. Mimo wciąż nie najpóźniejszej pory jedyne o czym myślałem to sen. Sen który na chwilę pozwoli mi oderwać się od tej pojebanej rzeczywistości której z minuty na minute mam coraz bardziej dość.

_
Louis.
kolejny w kolejce Zayn.
komentarze spadają.
chęci również. 

15 komentarzy:

  1. boski jest twój blog, pisz dalej, pisz dalej... <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Swietny rozdział i wcale nie jest krótki. Kocham twoje dokładne opisywanie sytuacji i to z jaką łatwością potrafisz przenieść mnie w tamten świat. Dokładnie wszystko potrafię sobie wyobrazić, każdy ich ruch, mimikę. Nic nie dzieje się szybko, jest bardzo realistycznie a co najważniejsze potrafisz tworzyć trudne do przyjęcia akcje typu rozpad zespołu, związek Nialla z Li. Wszystko wydaje się takie normalne i oczywiste. ukłon. :) dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju dziewczyno podziwiam cię! Masz ogromny talent :) Nie przestawaj pisać!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bo wszyscy czekaja na Zayniaka i Niama :D Hyhyhy xd Nie no, smutny ten rozdzial ;/ A Louis dziwnie sie zachowuje >.< Nawet Alison go olala -.-

    OdpowiedzUsuń
  5. boze dziewczyno to jest genialne! naprawdę, nie przestawiaj pisac jestes w tym naprawde dobra (:

    OdpowiedzUsuń
  6. genialne! dziewczyno nie przestawaj z pisaniem, jestes w tym naprawde dobra ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. porawie sie popłakałam kiedy Niall powiedział "lepiej zeby cię tu nie było kiedy Liam wstanie" jezu to było epic.... chce następny!!!!
    i ajk to 1D bez jakiegos czlonka to nie 1D....! sami chłopcy powiedzieli kiedy grali bez Zayna że są teraz Niall, Harry, Liam i Louis bo bez Zayna nie są One Dierction.... a ty tu takie rzeczy robisz!??!?!?!?! omg

    OdpowiedzUsuń
  8. naprawdę uwielbiam to opowiadanie, az sie wzruszyc mozna :d

    OdpowiedzUsuń
  9. kocham cie za to! ;DD

    OdpowiedzUsuń
  10. kiedy następny? :<

    OdpowiedzUsuń
  11. Podoba mi się, czekam na nn, zapraszam do mnie. :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Super uwielbia, to opowiadanie ;)

    OdpowiedzUsuń